Lata 90. w polskim kinie to czas twardych facetów w skórzanych kurtkach, tragicznych kochanków i komediowych geniuszy. Dziś, w 2025 roku, ich nazwiska wciąż elektryzują, choć wielu z nich zamieniło plan filmowy na deski teatru, światowe produkcje lub… zacisze domowych pieleszy.
Bogusław Linda, niegdyś symbol buntu, coraz rzadziej pojawia się na ekranie. Rok 2025 przyniósł wieści o jego potencjalnej filmowej emeryturze – aktor zapowiedział, że „Zamach na papieża” może być jego pożegnaniem z kinem. Mało kto pamięta, że Linda to nie tylko aktor, ale także pedagog – jest współzałożycielem Warszawskiej Szkoły Filmowej. Prywatnie od ponad 30 lat tworzy stabilny związek z fotografką Lidią Popiel. Zamiast bankietów wybiera dziś jazdę konną i nurkowanie, a jego słynne „Bo to zła kobieta była” na stałe weszło do języka potocznego.


Artur Żmijewski z kolei, choć w latach 90. łamał serca jako Wolf w „Psach”, od lat kojarzy się głównie z rolą w serialu „Ojciec Mateusz”. Aktor udowadnia, że w show-biznesie możliwa jest stabilizacja – od czasów licealnych jest związany z żoną Pauliną. Ciekawostką jest jego talent dubbingowy – to właśnie jego głosem mówił Simba w kultowym „Królu Lwie”. Dziś Żmijewski coraz częściej siada w fotelu reżyserskim, a jego nową pasją stało się śpiewanie piosenek Leonarda Cohena.



Marcin Dorociński przeszedł najdłuższą drogę – od amanta w „Kilerze” do gwiazdy światowego formatu. Widzieliśmy go w „Gambicie królowej” oraz u boku Toma Cruise’a w „Mission: Impossible”. Mimo globalnej sławy Dorociński pozostaje skromny i chroni prywatność żony, Moniki Sudół. Równie ważną rolę, co aktorstwo, odgrywa w jego życiu aktywność ekologiczna. Aktor angażuje się w ratowanie zagrożonych gatunków (np. rysi) i często publikuje apele dotyczące ochrony przyrody, czym zjednuje sobie młodsze pokolenia fanów.
Paweł Deląg, którego uroda w latach 90. otwierała wszystkie drzwi (wystarczy wspomnieć rolę Marka Winicjusza w „Quo Vadis”), z powodzeniem kontynuuje karierę międzynarodową. Przez lata był gwiazdą kina w Rosji i we Francji, a dziś angażuje się w produkcje europejskie. Deląg, choć wciąż uznawany za „wiecznego amanta”, niedawno zadebiutował w nowej, życiowej roli – został dumnym dziadkiem. Poza aktorstwem zajmuje się reżyserią filmów dokumentalnych oraz produkcją.
Michał Żebrowski, nasz filmowy Skrzetuski, udowodnił, że ma żyłkę do biznesu. Od lat prowadzi Teatr 6.piętro. Jego życie prywatne stało się hitem sieci dzięki żonie Oli, która z humorem pokazuje ich codzienność z czwórką dzieci. Co ciekawe, Żebrowski był pierwszym polskim Wiedźminem, a lata później użyczył głosu Henry’emu Cavillowi w polskiej wersji językowej serialu Netfliksa, co fani uznali za piękny ukłon w stronę historii.

Cezary Pazura to z kolei król transformacji. Ikona komedii dziś jest jednym z najpopularniejszych influencerów w wieku 60+. Jego kanał na YouTube „Wujek Czarek” to kopalnia anegdot o tym, jak powstawały hity takie jak „Kiler” czy „13 posterunek”. Warto wiedzieć, że w latach 90. Pazura był najlepiej opłacanym polskim aktorem, a jego popularność dorównywała dzisiejszym gwiazdom popu. Dziś, wraz z żoną Edytą, tworzy zgraną parę w życiu i w biznesie, wychowując troje dzieci i udowadniając, że po sześćdziesiątce można przeżywać drugą młodość.


Czy wciąż można ich zobaczyć w tylu filmach? Zdecydowanie rzadziej. Dzisiejsi amanci lat 90. stawiają na jakość, a nie ilość. Wybierają projekty, które ich ciekawią lub pozwalają na artystyczną wolność. Choć zmarszczek przybyło, ich charyzma pozostała ta sama, a fani wciąż chętnie wracają do produkcji, które budowały polską popkulturę po transformacji.
